moje ręce.
całe w sznytach.
po to, by ukarać siebie.
za to, że żyję.
że oddycham.
że się ruszam.
i po cholere mi to było?
po cholere stoczyłam się jeszcze niżej?
mam dość swojego życia.
dość jej i Jego.
wtorek, 24 listopada 2009
ból, cierpienie.
ból jest jak igła, kawałek raniącego skórę szkła, niewidoczny dla innych cierń. ściska, opasuje, kaleczy, rani, zniewala, dręczy, a w końcu zabija.jest cierpieniem i wybawieniem. człowiek ogarnięty bólem nie do wytrzymania nie ma już siły myśleć o niczym innym. nie ma niczego poza nim. walczy, potem się poddaje. akceptuję tę sytuację, przyzwyczaja się do niej, oswaja ból. uczy się z nim żyć. to stadium jest mi świetnie znane. cała składam się z bólu. jest wszędzie, w moim ściśniętym z głodu żołądku, w mojej zranionej duszy, w moim sercu, w którym nie ma miłości. walczę z nim na różne sposoby, oszukuję, zabijam w sobie, ale odrasta jak wielogłowa hydra.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
